piątek, 30 listopada 2012

hm.

Jestem zła.
Zła na siebie.
Zła na wszystko.
Czemu tego nie przewidziałam?
Jak mogłam być tak ślepa.
Jak to mogło mi przysłonić to co tak na prawdę rzeczywiste.
Jak mogłam  tego nie przewidziec?

piątek, 9 listopada 2012

Kalendarz.

Kalendarz jest dla mnie jak pole minowe.
Pewne dni są trudniejsze od pozostałych.
Gdybym miała zaznaczyć te dni niezmywalnym markerem, okazałoby się,że
jeden taki gówniany dzień przypada raz na dwa miesiące.Niezły wynik,
ale pod koniec roku ledwie zdążę złapać oddech.W lutym jestem emocjonalnie wyczerpana
i co roku podejmuje to samo postanowienie: przespać ten dzień.Jakby zamknięcie oczu w ciemnym pokoju na wiele godzin mogło odrodzić moją duszę, umierającą o tej porze roku.
Ten dzień spędzony na kanapie obalił mit o tym szczególnym dniu.Hah walentynki.
Pozwólcie,że coś wyjaśnię.Zdaję sobie sprawę,że mogę dziękować za wiele rzeczy.
Relatywnie rzecz biorąc, zwłaszcza w skali globalnej, moje życie jest cholernie dobre.
Pewne dni są nieuniknione.Ten dzień skłania mnie do refleksji nad przysłowiową pustą połową
mojej życiowej szklanki.Jest tylko jeden rodzaj bezgranicznej miłości.Ja po części już dawno ją straciłam.Chodzi mi tylko o to,że te dni przypominają mi,iż na miłość,którą otrzymam w przyszłości będę musiała sobie zapracować.Zasłużenie sobie na miłość oznacza piekielnie dużo pracy, a ja nie jestem pewna,czy mam w sobie dość siły..


Only hope